Dlaczego spadliśmy?




Tak na osłodę cieszy zdobycie Pucharu Polski


Minęło kilka dni od zakończenia sezonu i spadku Górnika 09 Mysłowice do A-klasy. Był czas na spokojną analizę i podsumowanie minionego sezonu.





Czego zabrakło? Była walka, chęci, zaangażowanie, oddanie na boisku. Umiejętności też zawodnikom nie można odmówić. Więc dlaczego spadliśmy? Być może ,,spadliśmy" w głowie, w psychice zawodników...

Runda jesienna z jednej strony totalną porażką z drugiej było się z czego cieszyć.
Było kilka słabych meczy, ale było też kilka takich w których to Kocina grała, prowadziła grę, przeważała a przeciwnik strzelał gole a my mieliśmy problem ze zdobywaniem ich... Straciliśmy sporo punktów w bardzo głupi sposób...
Min. w meczach z Bieruniem Starym czy Podlesianką gdzie gdybyśmy choć w połowie byli skuteczni to wygralibyśmy bez problemu, mecz z Piastem Bieruń Nowy gdzie graliśmy w 11 przeciw 8 a mecz zremisowaliśmy tracąc bramkę grając w przewadze, mecz z Sokołem Wola który mogliśmy wygrać walkowerem, Sokół nie miał kart zawodników, mogliśmy zagrać sparing i wygrać walkowerem, mecz zawodnicy chcieli wygrać i czekaliśmy aż karty dojadą z Woli, w konsekwencji padł bezbramkowy remis, straciliśmy dwa punkty co w naszej sytuacji było wręcz zabójcze i ta porażka z MK Katowice gdzie na Naszą bramkę padło raptem 5 strzałów a My oddaliśmy 5 razy więcej.
Gdybyśmy jesienią zdobyli te 10 pkt więcej i zima była by spokojniejsza i wiosną lepiej by się grało a i bezpośredni rywale w walce o utrzymanie by Nam tak nie uciekli.

Ciekawą przypadłością było to, że w Pucharze Polski graliśmy jak z nut, na wyższym poziomie niż w lidze, skutecznie pokonując mocne zespoły, min. Unię Kosztowy w Derbach Mysłowic, rozbiliśmy Pogoń Imielin czy wygraliśmy 3:0 z ówczesnym liderem okręgówki AKS-em Mikołów a ostatecznie po przepięknym spotkaniu, pełnym emocji po dogrywce i rzutach karnych wygraliśmy w finale z Wawelem Wirek i zdobyliśmy Puchar Polski w podokręgu.
Jesienią trenowaliśmy długo, rozgrywając także sparing z GKS-em II Tychy. Zimą zespół pod okiem Jerzego Wijasa ostro i ciężko pracował, długo nad motoryką i siłą, zajęcia odbywały się na boisku naturalnym, ze sztuczną nawierzchnią a także na hali i basenie.
Gra w sparingach też mogła cieszyć (oczywiście nie we wszystkich spotkaniach). Zimą męczyły Nas kontuzje przez które zawodnicy także Ci podstawowi nie mogli maksymalnie przepracować okresu przygotowawczego, z kadry wypadło także kilku zawodników - co widać było wiosną na boisku.

Wiosna w Naszym wykonaniu nie najlepsza... Na treningach dobra ambitna gra, strzelali z każdej pozycji, wiedzieli jak zachować się podbramką a jak przychodziło do meczu to grali jakby mieli powiązane jaja, brak skuteczności, odpowiedniego zachowania pod bramką rywala, trampkarskie błędy... Do czasu straconej bramki graliśmy dobrze, ale gdy pierwsi straciliśmy to powietrze z Mysłowickiej ,,zero-dziewiątki" jakby schodziło i gra wyglądała co raz gorzej... Zagraliśmy mimowszystko kilka dobrych spotkań gdzie Kocina grała a przeciwnik strzelał i wygrywał jak min. w meczu z Goczałkowicami. Zagraliśmy kilka świetnych zawodów min. pokonując wicelidera LKS Łąka czy przegrywając po meczu walki z Kosztowami.
Pod koniec rundy także kadrowo było co raz gorzej, z powodu urazów brakło kilku zawodników, niemogliśmy także w większości meczy skorzystać z juniorów którzy z powodu trudnej sytuacji kadrowej musieli grać w swoim roczniku.

Jak to było że pięnie graliśmy w Pucharze Polski wygrywając a w lidze i to ze słabszymi przeciwnkiami nie potrafilśmy wygrać? W wielu meczach mając przewagę? Gdybyśmy nie potracili głupio punktów i wygrali z bezpośrednimi rywalami w walce o utrzyamnie to dzisiaj przygotowywalibyśmy się do do sezonu w okręgówce nie w a-klasie...
Miniony sezon to już historia i nie ma co do niego wracać trzeba o nim zapomniec, ale zapomnieć wpierw analizując blędy i wyciągając wnioski.
Trzeba sobie powiedziec kilka mocnych słów i wziąć się za siebie by za rok grać już w okręgówce...!





Dominik DoMeL Żymła